Moja ''przygoda'' z tą chorobą zaczęła się trzy lata temu. Uregulowało się moje życie osobiste i mogłam w końcu pomyśleć o dzieciątku. Zaczęłam sprawdzać dlaczego nie zachodzę w ciążę i przy pierwszym bardziej skrupulatnym badaniu (USG) okazało się, że na przydatkach są torbiele. Nie były to duże zmiany bo zaledwie kilkucentymetrowe, ale okazały się konieczne do usunięcia. Szpital, operacja z otwarciem brzucha i nerwowe oczekiwanie na wyniki histo. Na szczęście okazało się, że to ''tylko'' endometrialne zmiany. Przeklinam tę chorobę, chyba już całkowicie odebrała mi nadzieję na ciążę.... Dodam, że u mnie to już naprawdę ostatni dzwonek na marzenia o dzidziusiu
No cóż, po operacji zalecono mi leczenie hormonalne przez pół roku i potem próby.. Od tego czasu minęły dwa lata, w ciążę nie zaszłam, nie miałam też szczęścia trafić na lekarza, który pochyliłby się z troską nad moim problemem... Jestem rozgoryczona i już po kolejnej operacji, świeżo bo w lutym. Teraz siedzę i kuruję się po utracie lewego jajnika, a przy okazji także wyrostka robaczkowego, który został ''wciągnięty'' przez torbiel (tym razem wyhodowałam okazałą, kilkanaście centymetrów) i trzeba było go wywalić przy tzw okazji.
Drogie Dziewczyny. Podobno tej cholery nie można wyleczyć, jak się przyklei to nęka aż do menopauzy. Ratunkiem okazuje się często ciąża, ale to też przejściowa przerwa od tego choróbska. Gdybym wiedziała tak wiele kilka lat wstecz, jak wiem teraz, pilnowałabym sprawy bardzo skrupulatnie...Przegapiłam i teraz mogę tylko gorzko powiedzieć, że marzenia o dziecku pozostaną pewnie niespełnione. Wam życzę odmiennych doświadczeń, macierzyństwa i dużo mądrości i wytrwałości w walce z tą okropną chorobą.
Serdeczności.
Gogo

